sobota, 3 maja 2014

Rzecz o motywacji.

Fotografie do dzisiejszej notki powstały dzięki Adriana Jaworska Photography - dzię-ku-je-my! :)

Zwykle na psich blogach możemy sobie poczytać różne rzeczy o motywowaniu psa do tego czy tamtego, ale dzisiaj będzie parę słów na temat motywowania dwunogów i ogólnie nastawienia do pracy z psem :)

Od długiego czasu żyłam w przekonaniu, że doszłam z Zuzanką do ściany. Szkoleniowej, rzecz jasna. Że nic już z tego psa nie wykrzesam i powinnam się ogólnie cieszyć, że jest jak jest, bo w porównaniu do tego co było - jest zajebiście (tak, mało pokornie, ale z zuzowej przemiany akurat pękam z dumy, ajm soł sori).  Że jako pies mający swoje fazy Zu jest skreślona z uczestnictwa we wszelkich bardziej lub mniej formalnych spędach publicznych, że potrafi się zburczeć, że jak się czegoś przestraszy to mam pozamiatane, że może jednak za dużo od niej wymagam i tak dalej...

Ale byłam ostatnio na seminarium obedience i przyznam, że trochę mi się zmieniło spojrzenie. Zobaczyłam kilka fajnie pracujących psów i sporo psiaków początkujących, które mają problemy ze skupieniem na przewodniku, które wolą się z innymi pieskami bawić (czasem w śmierć), które mają w dupie w ogóle wszystko, których się nie da nagrodzić, bo w gruncie rzeczy nic ich nie kręci, które wykonują ćwiczenia jakby się miały zaraz wyrzygać i takie tam... Oczywiście nie przytaczam tu tych przykładów, żeby dokopać właścicielom tych psów, nie, absolutnie! Wręcz przeciwnie, fajnie, że ludzie starają się pokonywać różne problemy i trudności - czapki z głów, zwłaszcza gdy tak wiele razy spotykając jakieś problematyczne psy na co dzień słyszę "aaaaa, paaaaani, on tak ma, no to nic nie zrobię, nie?"!

Ale odnosząc to do naszej sytuacji uderzyła mnie refleksja - przecież my już to wszystko mamy! Mamy skupienie, mamy motywację, mamy schematy, różne sposoby nagradzania, zachowania zastępcze, mamy umowy i ustępstwa, mamy power, słowem - mamy dość solidne fundamenty do ewentualnego dalszego szlifowania... Zaczęłam się mocno zastanawiać. Oczywiście, nie mamy dopieszczonych szczegółów, wiele rzeczy dałoby się poprawić, wzmocnić, ulepszyć. Na pewno czas odkurzyć aport formalny, bo na 99% Panna Zuzanna znowu żarłaby koziołek aż miło. Na pewno całkiem leży przywitanie z sędzią, bo Zu do ludzi próbujących ją dotknąć (zwłaszcza "w robocie") ma nastawienie "o nie, o fu, idę stąd", dlatego musiałabym jej w sumie od podstaw bardzo mocno zbudować to jako zadanie do wykonania. Na pewno przydałoby się dopracować czyste pozycje. Na pewno musiałabym znowu pobalansować trochę między dynamizmem a podjarką. Ale z drugiej strony... Może to jednak jest ten moment, żeby zebrać dupę, poćwiczyć i się gdzieś pokazać i skompromitować? :D

Przy okazji semi poznaliśmy Adę i Sonię, która jest zaginionym dzieckiem Zu, słowem, atakują klony, zobaczcie sami:

Żeby było śmieszniej, to Sonię i Zu łączy dużo więcej, niż tylko podobny wygląd - z tego, co widzę, Sonia sprawia Adrianie takie same lub bardzo podobne kłopociki, jakie sprawiał mi szanowny Zuz na początku naszej przygody z obidjens ;)

Co do Raven... Raven, której ostatnio pykło pół roczku, rośnie i mężnieje w jakimś kosmicznym kruczym wymiarze czasoprzestrzennym, który dość słabo zazębia się z naszym rzeczywistym, ale pracuję nad tym. Ogólnie dziecko nieco dorasta (ostatnio nawet próbuje się aktywnie stawiać Zu!), nie jest już milutkim papisiem kochającym wszystko i wszystkich, choć staram się bardzo wzmacniać jej pozytywne relacje ze światem, oczywiście bez przesady - ku rozpaczy przechodniów i współpasażerów komunikacji miejskiej lub międzymiastowej, nie pozwalam głaskać, miziać i całować glizdującego Ravena, tylko czekam, aż obiekt się uspokoi i dopiero wtedy ewentualnie pozwalam się przywitać. Masa ludzi nie rozumie, dlaczego nie pozwalam Raven iść na całość, chyba powinnam ze sobą nosić jakieś nagranie na komórce obrazujące co dokładnie się dzieje, kiedy młoda traci kontrolę nad swoimi emocjami i skoki na wysokość prawie dwumetrowego człowieka to tylko opcja wstępna, jak w programie pralki automatycznej, a potem jest już tylko gorzej, łącznie z łapo- i zęboczynami. No cóż, może powinnam jej wtedy przyczepiać tabliczkę "musk OFF, łocz ałt!".

Moje codzienne wysiłki, ćwiczenia i wzmożona kontrola nad czarnym szczupakiem powoli, powoli, POWOLI chyba dają rezultaty. Rzecz jasna, czeka nas jeszcze bardzo dużo pracy (zwłaszcza nad opanowywaniem emocji), zanim będę o Raven mogła powiedzieć, że staje się ogarniętym psem, no ale niejako widziały gały co brały... Swoją drogą, nie wyobrażam jej sobie w przeciętnym domu, gdzie ludzie się cieszą, że piesek "tak wysoko skacze" albo "tak szybko biega" albo "tak śmiesznie podgryza" albo "tak śmiesznie szczeka i jęczy" albo "tak śmiesznie zagania pieski", bardzo szybko skończyłaby w schronisku albo na łańcuchu gdzie podawano by jej miskę na kiju... Przedwczoraj zrobiłam próbę dla niedowiarków - puściłam czarne z nowo poznanym młodym pieseczkiem luzem na parę godzin. Co robi Raven po kilku godzinach biegania (położyła się tylko dwa razy na kilka minut i wypiła miskę wody)? Biega dalej. To tak w ramach twierdzenia, że jak się zmęczy to przestanie biegać - nie, nie przestaje :D

Rejwen udaje, że myśli.

Dziewczynki dogadują się lepiej lub gorzej (ogólnie to nie bardzo mają wyjście, wiadomo), jednak w obliczu wspólnego wroga coraz częściej łączą siły - Raven przestaje się zachowywać jak bezmózgie cieszące się yeti, gdy zaczepia nas jakiś niezrównoważony rozdarty kundel, a zamiast tego staje przy Zu i razem dają gościowi do zrozumienia, że ma wyp... ten no, iść sobie, co z kolei kosztuje mnie jeszcze więcej pracy, żeby laski nie przeszły z trybu "odstraszamy" do trybu "jedziemy mu wpierd..., mamo, OK?".

Ogólnie więc przed nami bardzo pracowity sezon. Z psychologicznego punktu widzenia ponoć człowiek czuje się do czegoś bardziej zobowiązany, gdy się pochwali publicznie, a więc zakładam, że moje cele na najbliższy czas to porządnie przepracować z Zu zeróweczkę bez niedociągnięć w stylu "a ja wcale nie lubię tego obcego faceta co tu coś gada do nas" albo "jakieś ludzie łażą, jakieś pieski szczekają, to ja sobie idę, au revoir" oraz wypracować solidne podstawy z Ravenem. Czas pokaże, czy się uda :)

3 komentarze:

  1. Ale kopa do pracy dostałam po przeczytaniu! Rzeczywiście trzeba brać się do roboty, a nie osiadać na laurach. Niech tylko cholerny maj minie i wreszcie będę miała całe 4 miesiące tylko dla psa. Życzymy wytrwałości w postanowieniach!
    vizsla-kepi.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Powodzenia wam życzę w dopracowaniu szczegółów obi z Zuzą i w wyciszaniu Raven. Mam nadzieję, że uda wam się wystartować w zawodach :). Przed nami też bardzo pracowity sezon, ale po semi mam ułożony plan na dalszą drogę w obi i nawet myślę o starcie w rally-o jeszcze w tym roku. Czas pokaże, czy uda mi się odpowiednio zmotywować Sonię, czy będzie pewniejsza w obcych miejscach i czy zorganizuję jakiś transport na zawody, na które chcę i tak i tak pojechać w ramach przyzwyczajania psiny :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A kiedy i gdzie te zawody rally? :)

      Usuń