Wyjaśnijmy sobie od razu jedną rzecz - kolczatki SĄ nadużywane. Polecane jako złoty środek na wszystko, dobierane w sposób zupełnie idiotyczny, za duże, za grube, noszone zbyt luźno i tak dalej. O histerii na temat kolców pisała Pańcia Białego Jacka, polecam również Waszej uwadze post o kantarkach. Ale wracając do kolców...
Bywają jednak przypadki, gdy inne metody zawodzą i przydaje się szczypta dobrze wymierzonej awersji, stosowanej z głową. Osobiście broniłam się długo, bo przecież "to pójście na skróty", "to świadczy o porażce szkoleniowej" i takie tam inne kwiatki, aż w końcu doszłam do wniosku, że spróbujemy i zobaczymy. Żeby jednak dobrze przedstawić cały problem, musimy się cofnąć aż do samego początku.
